Wtorek, 18 grudnia 2018. Imieniny Bogusława, Gracjana, Laury

W NASZYM ŻYCIU SĄ RZECZY O WIELE WAŻNIEJSZE NIŻ SPORT

2018-11-12 08:04:33 (ost. akt: 2018-11-12 08:16:00)

Autor zdjęcia: Andrzej Grabowski

BISZTYNEK\\\ Jacek Wszoła, mistrz olimpijski w skoku wzwyż z Montrealu z 1976 r., przeprowadził w środę 7 listopada zajęcia z bisztyneckimi seniorami. Przed zajęciami mieliśmy okazję porozmawiać.

— Po co mistrz olimpijski przyjechał do Bisztynka?
— Wspólnie z jedną z fundacji proponuję udział w programie finansowanym przez Ministerstwo Sportu, a skierowanym do osób w wieku 60+, ale oczywiście przed nikim nie zamykamy drzwi. W praktyce jednak w zajęciach uczestniczą słuchacze uniwersytetów trzeciego wieku lub z klubów zrzeszających osoby aktywne w danym środowisku. Zajęcia mają zachęcić do aktywności fizycznej. Myślę, że program będzie kontynuowany a ja będę się starał podtrzymać tą tradycję. Trwa już piąty rok. W tym roku z moim udziałem a wcześniej Władka Kozakiewicza.
Myślę, że program będzie kontynuowany a ja będę się starał podtrzymać tą tradycję. Trwa już piąty rok. W tym roku z moim udziałem a wcześniej Władka Kozakiewicza.

Zajęcia za chwilę się rozpoczną i pewnie pan zmęczy te panie, które będą ćwiczyć...
— Albo one mnie...

— Będzie to jedyna wizyta w Bisztynku?
— Tak. Te zajęcia mają zachęcić do aktywności fizycznej. Jak już wspomniałem uczestnikami są osoby świadome tego, że aktywność fizyczna jest wskazana w każdym wieku i nic nie stoi na przeszkodzie by podjąć wysiłek z korzyścią dla siebie. Mamy więc tu pewną aurę porozumienia między mną a uczestnikami. Ćwiczenia przebiegają zawsze bardzo sprawnie.

— To zaraz zobaczymy
— Na pewno tak będzie.

— Pan sam czuje się studentem trzeciego wieku?
— Ja czuję się wykładowcą. Zgodnie z moją rolą, na co dzień jestem aktywny, dużo ćwiczę. Dwa lub trzy razy w tygodniu chodzę na siłownię, jeżdżę na rowerze, pływam.

— To konsekwencja wyczynowego uprawiania sportu? Nie można bez tego żyć?
— Oczywiście, że można, ale jakość życia drastycznie spada. Wraz z wiekiem spada nasza sprawność, nie mówiąc już o cechach motorycznych jak wytrzymałość, szybkość, siła. Szybkość najszybciej zanika, więc lepiej o niej w ogóle nie mówmy. Podtrzymywanie naszej kondycji w sensie ogólnym, a nie tylko w sensie wydolnościowym, jest jak najbardziej słuszną drogą.

— Skacze pan jeszcze od czasu do czas wzwyż?
— Nie, tego już nie robię. Do tego potrzebny byłby specjalistyczny trening, a nie jest on możliwy do realizacji w kilka tygodni. Myślę, że potrzeba co najmniej półtora roku. Nawał zajęć i inne obowiązki uniemożliwiają mi takie przygotowanie.

— A jest pan do tego namawiany?
— Jestem. Ostatnio Urszula Kielan (srebrna medalistka z IO w Moskwie — red.) brała udział w mistrzostwach Europy w kategorii masters i namawiała mnie do tego. Niestety, udział w programie dla osób 60+ oraz "Lekkoatletyka dla każdego" uniemożliwiają mi podjęcie treningu.

— Udział w tych programach jest chyba wyczerpujący, skoro jeździ pan po całej Polsce?
— Propagowanie sportu i kultury fizycznej wpisuje się dobrze w to, co robiłem przez większość życia. Wyczynowy sport zabrał mi jednak 21 lat tego życia i to tego okresu, kiedy człowiek jest najbardziej sprawny. To było moje dzieciństwo i młodość oraz wczesny wiek średni. Udział w programie mnie jednak nie męczy.

— Pogdybajmy trochę. Ile by pan skoczył po specjalistycznym treningu?
— Trudno powiedzieć. To czyste spekulacje.

— No to inaczej: kiedy skoczył pan po raz ostatni?

— Skakałem w lidze klubowych mistrzostwach Polski we Wrocławiu. Było to w roku 1996. Skoczyłem wtedy 2 metry. W tym samym roku zimą, w hali, podczas mistrzostwach Europy w kategorii 40-45 lat, skoczyłem 2,01 m.

— Pewnie jest pan męczony prośbami o wspomnienia. Czy złoty medal olimpijski to w pana wspomnieniach najważniejsze wydarzenie?

— W życiu każdego człowiek są ważniejsze rzeczy niż sport. Jeżeli mówimy o głównym akcencie mego curiculum vitae, to oczywiście jest to moment, z którego zasłynąłem. Bezsprzecznie zasłynąłem z uprawiania sportu na poziomie mistrzowskim, olimpijskim. Z tym wiążą się wspomnienia sportowe. Są jednak w życiu rzeczy o wiele ważniejsze. To choćby narodziny dzieci. Nie mieszam tych dwóch rzeczy i nie namawiałem moich dzieci do sportu wyczynowego.

— Dlaczego?
— Sport wyczynowy mało daje, a bardzo dużo zabiera. I nie chodzi mi o wymiar finansowy.

ANDRZEJ GRABOWSKI
a.grabowski@gazetaolsztynska.pl


Czytaj e-wydanie
Podziel się informacją: Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. Swoją stronę założysz klikając " Tutaj ". Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć: kliknij
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages